Czytam ostatnio namiętnie ostatnią książkę włoskiego reportażysty Tiziano Terzani. Warto sięgnąć po nią choćby dla samego brzmienia nazwiska autora. Ale nie o dźwiękach tutaj chciałem pisać, lecz o refleksyjności. Autor przemierza świat w poszukiwaniu cudownego lekarstwa na raka. W którymś momencie konstatuje:
"A ja? Czyż nie osiągnąłem jakiegoś mądrego wniosku z mojego życia w ostatnich latach? Krążąc po świecie i spotykając lekarzy, czarowników oraz mistrzów, zrozumiałem na pewno, że nie warto kontynuować podróży, że jakieś nadzwyczajne lekarstwo nie istnieje i że jedynym, co można zrobić, to żyć bardziej świadomie, możliwie jak najbliżej natury, w sposób prosty, jedząc mało i czysto, dobrze oddychając, redukując własne potrzeby, ograniczając do minimum konsumpcję, kontrolując pragnienia i rozszerzając tym samym granice własnej wolności."
Może nieco przewrotnie na blogu poświęconym podróżowaniu właśnie ten fragment przytaczam, ale czyż nie jest to właśnie zaproszenie do podróży wewnątrz siebie? Do tej najtrudniejszych ze wszystkich wypraw? Nie jest łatwo w nią wyruszyć. Jeszcze trudniej w niej w dzisiejszych czasach wytrwać. Jeśli jednak, w co wierzę, jest to remedium nie tylko na choroby ciała, ale i duszy, to na pewno warto. Problem polega na tym, że każdy z nas musi do niej dojrzeć. Tutaj nie ma żadnej drogi na skróty. Na nic zdają się podpowiedzi doświadczonych mędrców. Stąd cytat ten stanowi zaledwie wskazówkę, a w żadnym razie gotową receptę czy podane na tacy rozwiązanie.
Wiele jeszcze kart pokładowych w wielu książkach użyję jako zakładki. Wielu ludzi, brudu, deszczu i tropikalnego słońca doświadczę. Jeszcze więcej wahań, radości i trwogi przeżyję. Ale w końcu spotkamy się z Terzanim, gdzieś tam u kresu tej podróży, w którą każdy wyruszyć musi sam. Tak jak każdy samodzielnie określa granice własnej wolności.
"A ja? Czyż nie osiągnąłem jakiegoś mądrego wniosku z mojego życia w ostatnich latach? Krążąc po świecie i spotykając lekarzy, czarowników oraz mistrzów, zrozumiałem na pewno, że nie warto kontynuować podróży, że jakieś nadzwyczajne lekarstwo nie istnieje i że jedynym, co można zrobić, to żyć bardziej świadomie, możliwie jak najbliżej natury, w sposób prosty, jedząc mało i czysto, dobrze oddychając, redukując własne potrzeby, ograniczając do minimum konsumpcję, kontrolując pragnienia i rozszerzając tym samym granice własnej wolności."
Może nieco przewrotnie na blogu poświęconym podróżowaniu właśnie ten fragment przytaczam, ale czyż nie jest to właśnie zaproszenie do podróży wewnątrz siebie? Do tej najtrudniejszych ze wszystkich wypraw? Nie jest łatwo w nią wyruszyć. Jeszcze trudniej w niej w dzisiejszych czasach wytrwać. Jeśli jednak, w co wierzę, jest to remedium nie tylko na choroby ciała, ale i duszy, to na pewno warto. Problem polega na tym, że każdy z nas musi do niej dojrzeć. Tutaj nie ma żadnej drogi na skróty. Na nic zdają się podpowiedzi doświadczonych mędrców. Stąd cytat ten stanowi zaledwie wskazówkę, a w żadnym razie gotową receptę czy podane na tacy rozwiązanie.
Wiele jeszcze kart pokładowych w wielu książkach użyję jako zakładki. Wielu ludzi, brudu, deszczu i tropikalnego słońca doświadczę. Jeszcze więcej wahań, radości i trwogi przeżyję. Ale w końcu spotkamy się z Terzanim, gdzieś tam u kresu tej podróży, w którą każdy wyruszyć musi sam. Tak jak każdy samodzielnie określa granice własnej wolności.
Pierwsza cześć zaleceń swiadomego życia jest jakby idealną filozofią wyciagniętą na czasy kryzysu. Czy mozna kontrolować pragnienia wiedząc, ze lakarstwa na raka nadal brak?
OdpowiedzUsuńA moze lepiej tych pragnien nie kontrolowac, wiedzac, ze na raka lekarstwa brak...
OdpowiedzUsuń